Wyspa Komodo z mieszkającymi na niej wielkimi waranami przypominającymi smoki (stąd zresztą nazywane są smokami z Komodo) chodziła za mną odkąd po raz pierwszy przyjechałam do Indonezji w 2018 r. Czas wtedy nie pozwolił, więc teraz wróciłam do Indonezji, żeby w końcu tam dotrzeć.
Na Komodo nie da się tak po prostu pojechać. Najpierw trzeba dostać się do Labuan Bajo na wyspie Flores.
Zatem zaczynając od Wrocławia, najpierw poleciałam do Warszawy, przesiadkę miałam w Stambule, z którego leciałam 11h do Dżakarty, w której zostałam na noc na lotnisku. Tzn. w hotelu na terminalu z lotami krajowymi.
Dopiero z Dżakarty poleciałam do Labuan Bajo, które wcale tak blisko nie jest - lot trwał ponad 2 godziny.
Miałam wyobrażenie, że skoro nocuję na lotnisku, spacerkiem pójdę odprawić bagaż na godzinę przed odlotem, ale takie rzeczy nie na lotnisku w Dżakarcie. Ponad godzinę zajęło mi stanie w niedługiej kolejce do nadania bagażu i trwałoby to nawet dłużej, gdybym nie wybłagała, żeby mnie przepuszczono szybciej. Na pracującego na check-in deski chłopaka nie dało się patrzeć - nie wiedział, co robić, w co włożyć ręce i jak zapanować nad sytuacją.
Do samolotu wpadłam jako jedna z ostatnich.
Ale wszystko wynagrodził mi następny dzień: wycieczka całodniowa na Komodo i nie tylko. Wykupiłam ją sobie online na dwa tygodnie przed wyjazdem, żeby mieć spokojną głowę po przylocie. Wycieczka miała w nazwie “wczesne ptaszki” - o 5:20 byłam już odebrana przez kierowcę, który zawiózł mnie na przystań.
Szybką łodzią motorową wycieczką 12-osobową najpierw popłynęliśmy na wyspę Padar, żeby się na dzień dobry powspinać i podziwiać niesamowity widok na samą wyspę i wyspy sąsiednie. Wchodząc na górę poznałam już pierwszą parę, z San Diego. Druga para była z Vancouver, trzecia z Bostonu, czwarta z Francji, piąta pozostała do końca tajemnicza, z nikim nie zamienili słowa. I był jeszcze jakiś samotny wilk, chyba z Australii.
Z Padar popłynęliśmy na różową plażę. Byłam przekonana, że będę musiała użyć sporo wyobraźni, żeby dojrzeć ten róż, ale ona naprawdę była różowa. Kolor zapewnia czerwony koral, którego drobinki mieszkają się z piaskiem. Róż plaży z turkusem wody daje cudowny, kiczowaty efekt.
Wreszcie następną atrakcją była wyspa Komodo z waranami długości 3 metrów. Ale okazało się, że nie była to największa atrakcja dnia.
Na Komodo można poruszać się tylko wytyczonymi ścieżkami, wyłącznie z przewodniami, po dwóch na grupę - jeden prowadzi, drugi kryje tyły. Zobaczyliśmy w sumie siedem waranów, większość na plaży, skąd zaczęliśmy godzinny spacer po parku. Są olbrzymie i nieruchome, choć podobno jak głodne, potrafią zasuwać około 20 km/h. W stadzie trzymają się tylko wtedy, kiedy muszą zdobyć jedzenie. Na dokładkę są kanibalami - zjadają własne dzieci. I trzeba uważać, żeby nie zaatakowały. Ich ślina zawiera zabójcze bakterie i to jest ich sposób na duże zwierzęta - ugryzą tylko kawałek i czekają aż zdobycz padnie.
Park Narodowy Komodo jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO, ale na plaży nadal jest pełno plastikowych śmieci. Nikt tego nie widzi, jakby plastik stanowił naturalną część krajobrazu.
Dopiero po wizycie na Komodo zaczęła się jak dla mnie największa atrakcja: snorkeling. Ale najpierw chłopaki przewodnicy zabrali nas w bajkowe miejsce o nazwie Taka Makassari. Była to wysepka, mielizna z różowego piasku otoczona turkusową wodą - kompletnie surrealistyczne miejsce.
Snorkeling był równie niesamowity. Kolorowe rafy pełne życia z jeszcze bardziej kolorowymi rybami. Dzięki jednemu z przewodników zobaczyłam nawet rybkę Nemo, którą zwykle trudno zobaczyć, bo jest malutka i chowa się zwykle w rafach.
Widziałam też żółwia morskiego zlewającego się z dnem pokrytym morską roślinnością. Ale najbardziej odrealnionym przeżyciem było zobaczenie gigantycznych mant. Manty, których rozpiętość może sięgać podobno nawet 7 metrów, są jak gigantyczne czarno-białe falujące płachty. Największa manta, jaką udało mi się zobaczyć, miała około 2-3 metrów rozpiętości, co już robiło piorunujące wrażenie.
9-godzinna wycieczka była tak naszpikowana wrażeniami, że można by je rozłożyć przynajmniej na tydzień.