Miejscowość położona na wybrzeżu wyspy Flores, odwiedzana głównie, żeby popłynąć na Komodo. Albo żeby ponurkować, bo naprawdę dla nurków może tutaj być eldorado.
Ale można też wybrać się na mały trekking na pobliskie wzgórza(nie poszłam) albo pójść na taras widokowy za jakieś 6 złotych, żeby podziwiać zatokę z góry.
Jako że warany stały się głównym źródłem dochodu dla miejscowych, to zwierzę ma pomniki na każdym rogu, co moim zdaniem jest dość zrozumiałe. Zresztą mam póki co wrażenie, że jest to symbol całej wyspy, bo w kolejnej miejscowości, Ruteng, oddalonej jakieś 125 km od Labuan Bajo, też pomnik warana jest.
Z racji, że wylądowałam w Labuan Bajo 25 grudnia, trafiłam na dość specyficzne obchody Bożego Narodzenia - powiedzmy, że był to korowód, tyle że składający się z ciężarówek pick-upów, skuterów i motocykli, które robiły potworny hałas razem z ludźmi, którzy z ciężarówek wydawali radosne okrzyki.
Bo Flores jest wyspą katolicką jak się okazuje. W całej Indonezji katolicy stanowią zaledwie 3-procentową mniejszość wśród dominującego islamu, ale właściwie całe te 3% zamieszkuje wyspę Flores. Swoją drogą wyspę tak nazwali Portugalczycy, którzy przybyli tutaj bodajże w czasie odkrywania kolejnych lądów. Tak samo zresztą nazywa się jedna z wysp azorskich.
Katolicyzm natomiast nie jest tutaj postrzegany jako chrześcijaństwo - chrześcijanami są protestanci, natomiast katolicyzm to zupełnie odrębna religia. Kościołów tu całkiem sporo, a w niedzielę przed nimi parkuje sporo skuterów.
Wszystkie te informacje wyciągnęłam stąd Poznaj Świat











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz